tendencja do tachykardii
Witam wszystkich, jestem Paulina i mam 23 lata. Zdecydowałam się napisać o swojej historii gdyż obawiam się o swój stan zdrowia. Wszystko zaczęło się 4 lata temu. Przez ponad miesiąc miałam stan podgorączkowy, nie wiadomo od czego. Któregoś dnia przyszłam do swojej pani doktor, gdy zaczęła mnie badać to nagle zaczęła mierzyć puls i od razu kazała mi iść na ekg. Stwierdzili wtedy za wysoki puls. Dostałam skierowanie do szpitala. Trafiłam na oddział chorób wew. Tam mi ciśnienie spadło do 90/60, ekg niby w porządku wychodziło ale momentami odczuwałam jak serce odbija mi się o mostek... miałam robione wszelkie badania, rtg kręgosłupa, ekg zwykłe i wysiłkowe, badania tarczycy i nic nie wykryli...wypuścili mnie po 9 dniach z temp 39 z kawałkiem... u swojego lekarza rodzinnego dostałam metocard i xanax, z czasem mi przeszło... do czasu. Serducho odezwało się znowu z 3,5 tyg temu... w pracy zaczęły łapać mnie bóle w klatce, któregoś dnia tak mnie złapało, że nie mogłam przez chwilę nic zrobić, tylko się skuliłam i czekałam aż przejdzie.. trzymało mnie od 14 do 19. I tak potem te bóle mnie łapały każdego dnia, raz rzadziej, raz co parę minut...dodam, że puls znowu za wysoki miałam, wzrastał tak do ok 120ud/min minęło parę dni... nadeszła sobota pracująca... znowu bóle mnie dopadły, poszłam zmierzyć ciśnienie i puls... ciśnienie 150/100, puls 140.. źle sie czułam, w końcu zadzwoniliśmy po pogotowie... zanim przyjechali minęła godzina a u mnie się wszystko uspokoiło... przed samym ich przyjazdem zrobiłam się cała czerwona, całą twarz, broda uszy, nawet na klatce piersiowej... gdy w końcu przyjechali zmierzyli mi ciśnienie, było w normie... ale ekg już nie... wyszły im dodatkowe skurcze i zdecydowali się mnie zabrać do szpitala... Gdy dojechaliśmy na miejsce pan doktor na izbie przyjęć stwierdził, że mam temp i nic poważnego na ekg nie widać( pan z pogotowia zrobił tylko oczy na niego) i kazał mi iść do domu... Bomba... znowu spławiona... Wybrałam się do swojego lekarza rodzinnego. Przepisała mi Concore Core raz dziennie i Hydroxyzinum Vp 1 na noc..Puls co prawda mi się uspokoił, cisnienie tez.. trzymały mnie tylko bóle w klatce ale myślałam, że bedzie już ok... myliłam się.. Tydzień temu wracając póżnym wieczorem do domu poczułam się źle, gdy weszłam na klatkę schodową momentalnie zaczęłam się cała trząść, czułam że serce mi lata jak wariat, myślałam, że zaraz wykituję albo zemdleję już takie odpływy świadomości miałam. Tak się przestraszyłam, modliłam się żeby tylko dojść do domu.. Na szczęście nie zemdlałam i dotarłam, gdy spojrzałam w lustro to aż się przeraziłam, blada jak ściana, wory pod oczami.. masakra.. Po tym "Ataku" bóle w klatce nie ustąpiły, momentami się nasilały.. któregoś dnia dopadały mnie co pare sekund... puls mi wzrastał, odczuwałam szybsze bicie serca... parę dni temu znowu dostałam tego "ataku" w pracy. Może już nie o takiej sile jak za 1 razem ale drgawki dostałam, słabo mi się zrobiło, czułam jak serce mi lata i cała blada byłam... Gdy się w miarę uspokoiło, poszłam zmierzyć ciśnienie, 110/80 bodajże ale puls już 100... Zwolniłam się z pracy, słabo się czułam i w klatce ciągle mnie bolało, gdy czekałam aż ktoś mnie zawiezie do domu to znowu momentalnie całą czerwona się zrobiłam... nie wiem czemu.. Na następny dzień poszłam do lekarza, doktorowa kazała mi odstawić leki a przepisała mi metocard i xanax, stwiedziła, że mam tendencje do tachykardii...na następny dzień trafiłam do szpitala sterligna na izbę przyjęć... zrobili mi ekg, wyszło oczywiście w normie bo się dobrze czułam... potem pobrali krew żeby zbadać liczę elektrolitów, sód w normie, potas mieścił się w tej dolnej granicy, oczywiście przepisali mi go żeby jakoś unormować jego poziom. Wczoraj dostałam się do przychodni kardiologicznej, pan doktor stwierdził, że nie widzi u mnie jakiegoś większego zagrożenia i zlecił mi echo serca (termin 16. czerwca... ) i wizytę u lekarza zajmującego się zaburzeniami rytmu serca (21.06 wizyta). I kazał mi brać SotaHEXAL zamiast Metocardu... ZObaczymy co z tego wyjdzie... bóle w klatce męczą mnie codziennie, często mi się duszno robi... Dodatkowo mam jeszcze problem... w pracy jeżdże na wózku widłowym... dostałam zakaaz jazdy na nim przez to, że biorę takie leki... ostatnio byłam u pani orzecznik i stwierdziła, że mam przedłużać L4 dopóki kardiolog medycyny pracy nie stwierdzi co mi jest... miałam być zawieszona w jeździe na wózkach a tu wynika, że w ogóle nie dopuszczają mnie na razi do pracy... już sama nie wiem co mi jest... na tle nerwowym wątpię.. nie mam żadnuch problemów, przez ostatni okres czasu stresu nie odczuwałam... więc od czego to wszystko.. wiem, że babcia choruje na chorobę wieńcową.. ale nie wiem czy to ma coś wspólnego z moim przypadkiem... Dodam jeszcze, że często budzę się w nocy, nie mogę spać... raz mnie tak silne bóle w klatce obudziły, że nie mogłam się ruszyć..Mam jeszcze 2 wizyty u dwóch innych kardiologów, jeden medycyny pracy, druga wizyta prywatnie u lekarza, który podobno pracuję na sterlinga... Mam nadzieję, że chociaż oni dojdą do tego co mi jest bo ja już mam powoli dosyć, czuję się zbywana przez lekarzy...

