Krótko opiszę swój "przypadek".
Choruję od listopada u.r. Wtedy też zaczęły się u mnie poważniejsze kłopoty ze zdrowiem, czyli - zasłabnięcia, ostre zawroty głowy, ból serca, kołatanie, jakieś dziwne przeskakiwanie czy obracanie się serca, zwiększone ciśnienie i wysoki puls. Do tej pory brałam betaloc w dawce 75, procoralan, propranolol, metocard, bisocard (to wszystkie które pamiętam).
Z badań miałam robione:
- dwa razy echo serca - wyniki dobre
- trzy razy holter - na pierwszym wyszła tachykardia zatokowa i min tętno 63 max 165 i średnie 95, na drugim to samo tylko min 65 max 168 i średnie 100.
- badanie hormonów tarczycy - norma
- morfologia krwi - norma.
- neurolog - zaburzenia ortostatyczne
- psycholog - wszystko ok

- endokrynolog - tarczyca w normie
Z podanych wyżej leków najlepiej działa na mnie betaloc choć i po nim moje samopoczucie jest złe. W dalszym ciągu mam zasłabnięcia z występowaniem zimnego potu na całym ciele przy czym jest mi strasznie gorąco i serce "wali" jakby miało wyskoczyć. Jest to uporczywe i strasznie męczące. Bez leków cały czas mam wysoki puls. Ostatnio nie schodził poniżej 100-120 w dzień oczywiście w spoczynku. Strasznie mnie to męczy i komplikuje mi życie. W pracy nie potrafię czasem wytrzymać kilku godzin, ponieważ cały czas jestem słaba. Leczę się w Zabrzu w SCCS. Mój kardiolog mówi że oprócz leków nie ma dla mnie ratunku a ja nie chcę tak żyć

Betablokery strasznie obniżają mi ciśnienie - czasem mam 80/50, bez nich w granicy 130/90 do 140/100, wcześniej przed zachorowanie zawsze miałam 120/75 a puls 75. Codziennie boli mnie głowa - czoło, klatka piersiowa i cały czas "czuję" serce. Bez leków nie jestem w stanie normalnie funkcjonować a z lekami ledwo mi się udaje, choć trudno się przyzwyczaić do takiego samopoczucia. Jak na razie moje życie to jeden wielki koszmar....a lekarze których odwiedziłam albo mówili że to nerwica - psycholog zaprzecza, albo choroba neurologiczna - neurolog mówi że jest ok, albo padaczka - nie wiem skąd takie przypuszczenie, albo coś się dzieje z sercem czego jeszcze nie widać...natomiast żaden lekarz nie robi badań tylko w kółko każą brać te same leki, po których czuję się gorzej a nie lepiej....Kardiolog z Zabrza mówił, że (jak to ujął) "by może to nieadekwatna tachykardia zatokowa, której można się pozbyc za pomocą modyfikacji węzła zatokowo-przedsionkowego. Ale nie skieruje mnie na zabieg, ponieważ w moim wieku nie zrobi ze mnie kaleki". Tyle co słyszałam

Jak na razie nie znalazłam sposobu aby w "domowy sposób" radzi sobie z "atakami". Piszę z atakami, ponieważ bez leku wyglądało to mniej więcej tak - puls cały czas podwyższony, objawy jak wyżej, wystarczył mały ruch np. wstanie z łóżka do toalety i od razu puls b. szybki, uczucie gorąca i zasłabnięcie, czasem omdlenie. Wiem, że choruję "krótko" ale choc nie jestem osobą rozczulającą się nad swoim losem - szczerze czasami mam dosc.
Jak na razie męczę naszego doktorka swoją arytmią i mam nadzieję na pozbycie się jej.
Ps. Mam nadzieję, że sensownie opisałam swoją historię i w ten sposób choc troszkę będę mogła komuś pomóc. Jeśli będą pytania, chętnie odpowiem
