Witam serdecznie wszystkich forumowiczow. Jestem tutaj pierwszy raz wiec postaram sie opisac moj przypadek jak najkrocej i jak najmniej chaotycznie. Przepraszam wszystkich, ze nie stosuje polskiej trzcionki, ale miejsce z ktorego pisze uniemozliwia zainstalowanie polskich znakow. Moja historia zaczyna sie dokladnie 2 lata temu. W tym wlasnie czasie bylem dobrze wysportowany, codziennie uczeszczalem na silownie - gdzie oprocz cwiczen poprawiajacych sylwetke biegalem okolo 1 godziny dziennie. Nic nie wskazywalo na jakokolwiek slabosc mojego serca. Od czasu do czasu serce na chwile zaczynalo mi dziwnie kolatac, ale trwalo to zwykle bardzo krotko. Czasami mialem takze uczucie, ze cos jakby bylo podwieszone pod moje serce. Ale to odczucie rowniez trwalo bardzo krotko. Przewaznie pojawialo sie po poludniowej drzemce. Objawy te tlumaczylem sobie prawdopodobna nerwica. Ze wzgledu na wydarzenia ktore mialy miejsce w dziecinstwie byloby rzecza bardzo dziwna gdybym nerwicy nie mial. Czasami czulem bol z tylu plecow, ale laczylem go z bolem miesni plecow powstalym po wytezonych cwiczeniach na silowni. Dopuszczalem tez mozliwosc zwyklego przemeczenia organizmu. Codziennie wstawalem o 5 rano, okolo 10 godzin ciezko pracowalem i w zaleznosci od sytuacji albo bieglem na silownie, albo do szkoly. Dzien przewaznie konczylem okolo 23.00. Moje klopoty zaczely sie w styczniu 2007 roku. Codziennie rano gdy wstawalem czulem lekkie zawroty glowy i lekkie oslabienie. Wszystko jednak po kilkunastu minutach mijalo. Caly czas winilem za to przemeczenie. Pewnego dnia po powrocie z silowni jak zwykle wzialem prysznic i polozylem sie do lozka. Jeszcze chyba przed zasnieciem serce kilka razy mocniej mi zabilo. Uderzenia byly na tyle silne, ze calkowicie wybily mnie ze snu. Nie spalem juz do rana bojac sie panicznie, ze cos moze mi sie stac. Oczywiscie prawie od razu wlaczylem komputer aby cos poczytac na temat chorob serca. Oczywiscie opis prawie kazdej choroby idealnie do mnie pasowal. Na drugi dzien rano nie poszedlem do pracy i wzialem wolne do konca tygodnia. Kupilem sobie magnez, tabletki na uspokojenie i zaczalem sie w ten sposob leczyc wierzac, ze to wszystko przez przemeczenie. Niestety objawy nie minely. Po kilku miesiacach poszedlem do lekarza. Badania typu ekg, echo, proby wysilkowe wychodzily bardzo dobrze. Mialem tylko troche podwyzszony poziom cholesterolu i cukru we krwi. Tego akurat sie spodziewalem poniewaz juz kilka miesiecy nie zagladalem na silownie i wogole ruszalem sie najmniej jak tylko moglem. Spowodowane bylo to strachem o moje zdrowie. Zapomnialem dodac, ze echo serca wykazalo niewielka wade polegajaca na tym, ze jedna z zastawek sie nie domyka. Ale wada ponoc jest bardzo niewielka i wogole nie powinna miec znaczenia. Holter tez nie wykazal nic czego moglbym sie obawiac. Jedynym czynnikiem niepokojacym lekarza bylo moje cisnienie krwi. Oscylowalo w granicach 135/90. Czasami spadalo, ale tez czasami sie obnizalo. Oczywiscie zmienilem lekarza, ale nastepny powiedzial mi to samo. A moje objawy zaczely przybierac rozny charakter. Czasami pogarszal mi sie wzrok, czasami bolala mnie glowa w okolicach karku, czasami mialem zachwiana rownowage. I caly czas to kolatanie serca, bol, lub uczucie jakby cos moje serce przeszywalo. CZasami kilka dni pod rzad czuje sie bardzo dobrze, ale generalnie serce caly czas mi dokucza. A najgorsze w tym jest, ze moj stan psychiczny naprawde sie pogarsza. Czasami juz mam dosc i mysle o najgorszym. Staram sie odganiac te mysli, ale w czasie atakow bolu lub klucia mysle o nich bardzo intensywnie i chce, zeby juz to wszystko sie skonczylo. Bez wgledu na cene. To chyba tyle na dzis. Przepraszam, ze tyle mi to zajelo, ale mam nadzieje, ze znajdzie sie ktos kto to przeczyta i moze udzieli mi kilku wskazowek. Moze mieliscie podobne przejscia? Serdecznie pozdrawiam!!!!!!
P.S
Pewnie czegos waznego zapomnialem napisac. Jesli sobie przypomne od razu to dodam, ale juz w nastepnym poscie.

