Witajcie kochani.
Na początku pragnę zaznaczyć, iż prawdopodobnie jesteście moją ostatnią deską ratunku...
Od kilkunastu miesięcy cierpię na napadowy, nieudokumentowany częstoskurcz (oczywiście lekarze twierdzą że to nerwica wegetatywna). Objawy: nagły początek i koniec, częstotliwość rytmu serca *na oko* 200-250/min, wyzwalany najczęściej po dużym wysiłku fizycznym. Podczas napadu słabe, miarowe i bardzo szybkie tętno na tętnicy promieniowej, podobnie słabo wyczuwalna, niesamowicie szybka akcja serca pod mostkiem. Towarzyszy temu uczucie jakbym miał za chwilę zemdleć. Brak duszności i bólu zamostkowego.
Ważne: od kilku lat występują u mnie ekstrasystole nadkomorowe (ok. 250 w ostatnim Holterze), co ciekawe to od nich rozpoczyna się owy częstoskurcz. Pojedyńcze dodatkowe skurcze w ciągu kilku sekund przechodzą w jakąś dziwną salwę, czyt. kompletnie niemiarową akcję serca jak przy migotaniu przedsionków (trwa ona ok 2-3 sek.) a następnie w miarowy częstoskurcz, trwający 10-20 min.
Powtarza on to kilka razy w roku - zawsze ma ten sam przebieg.
Dodatkowy ciekawy objaw: szybkie skoki tętna podczas pionizacji ciała, szczególnie wieczorami i przed spaniem.
Wyniki ostatnich badań (z pamięci):
Holter: tachykardia zatokowa, średni HR:96/min, najwyższy:159/min, najniższy: 51 w nocy, ekstrasystole nadkomorowe: ok 250, brak ekstrasystoli komorowych, bigemini i trigeminii i innych. Nie udało się wyłapać częstoskurczu co przy tak rzadkim jego występowaniu wcale mnie nie dziwi.
ECHO: Żadnych zmian organicznych w sercu.
Morfologia, Jonogram, TSH, Trójglicerydy: W porządku.
EKG: W normie.
Ostatnio tachykardia zatokowa rozpoznana w Holterze osiąga taki poziom, że przypomina częstoskurcz opisywany przeze mnie wcześniej, jednakże różni się od niego mocnym tętnem i ekstrastystolami w trakcie jego trwania. Ma również trochę krótszy przebieg i czuje kiedy nadchodzi. No i nie rozpoczyna się salwą nadkomorową lub czymś w jej stylu.
Podejrzewam, że akurat ta arytmia jest już rezultatem zaburzeń nerwicowych. Ale doprowadził do nich wcześniej wspomniany częstoskurcz... Nie wiem czy węzłowy czy przedsionkowo-komorowy
Na boga! Byłem już u dwóch kardiologów! Każdy robi ze mnie wariata twierdząc, że jedyną arytmią jaką posiadam jest tachykardia zatokowa. Ale ja potrafię rozróżnić nieadekwatną tachykardię od tego co nachodzi mnie kilka razy w roku
Nie mam już sił... Na pewno będę leczył się na nerwy, ale to nie tachykardia doprowadziła do ich zszarpania! Pierwszy atak nastąpił w klasie drugiej gimnazjum, gdy jako normalny, wesoły dzieciak wbiegałem po schodach do klasy. Kilka miesięcy później podczas intensywnej jazdy na rowerze. I tak kolejnych kilka razy. Te incydenty trwały jednak zbyt krótko abym zdążył wyłapać je na ekagramach:(
Ciekawi mnie rozpoczęcie moich częstoskurczów ekstasystolami nadkomorowymi. Czy jest charakterystyczne w częstoskurczach nadkomorowych i/lub przedsionkowo-komorowych?
Czy to prawda, że na podstawie wyników tych badań nie można wykluczyć zespołu WPW?
Każda odpowiedź na te pytania i każda rada udzielona mi w tej sprawie, może okazać się przydatna.
Nie będę już chodził do kardiologów, bo to nie ma sensu. Najwyżej mi się pogorszy
Pozdrawiam.


