Witam serdecznie,
znalazłam kiedyś Pana odpowiedź na forum dot. samopoczucia po ablacji:
"NIepokoi mnie tylko jeszcze jedna sprawa. Poza tymi nielicznymi w sumie dodatkowymi skurczami, czuję czasami taki nagły przypływ gorąca, trochę słabo mi się robi, szumi w uszach, trudniej sie oddycha i występuje dziwny niepokój, wsłuchuję sie w serce, ale raczej normalnie bije. Nie mdleję, ani nic takiego, taki stan przechodzi po jakiejś godzince. Miałam takie stany jeszcze przed ablacją. Zauważyłam, ze im więcej stresujacych rzeczy w ciagu dnia, to cześciej takie kiepskie samopoczucie występuje. Dlatego też wymyśliłam sobie, że to wina psychiki i nerwów.Czy to może być dobry trop?
* <puk, puk> odpukać, zeby nie zapeszyć
Pozdrawiam,
marii
Staraj się dobrze nawadniać (tzw. życie z butelką
Pozdro"
Jestem prawie rok po ablacji i podobnie jak "marii" miewam takie stany, które zaczęły się krótko przed ablacją: Nagłe uderzenie gorąca, czuje jakbym miała zemdleć, serduszko zaczyna mi przyspieszać ale nigdy tak mocno jak przed ablacją max. 140 i przyspiesza stopniowo ( miałam częstoskurcz węzłowy, plus potrafił dochodzić do 270 - atak zaczynał się nagle i nagle kończył), oprócz tego podczas tych ataków mam straszne duszności, boję się że umrę. Pan radzi picie wody i tylko tyle? Jak woda może przy tym pomóc? Czy to kiedyś minie? Czy to są ataki paniki? Dodam, że boję się, że częstoskurcz może wrócić, a ablację zrobiłam żebym mogła znów zajść w ciąże i teraz się boję czy to nie jest coś poważnego
Może jest tu ktoś inny kto może mi również pomóc, albo ktoś kto ma podobny problem? Jak sobie z tym radzicie? Proszę pomóżcie będę ogromnie wdzięczna

