ABLACJA
Brzmi groźniej niż wygląda. Ablacja najpierw robi się zastrzyk ze znieczuleniem (boli jak każdy zastrzyk) Poprzez naczynia (zwykle udowe) wprowadza się do serca elektrody (to nie boli, naczynia są jak rurki w ścianie, przez które wprowadza się kable). Potem ujawnia się arytmię (nierzadko trzeba ja wyzwolić). Nie jest to przyjemne, bo nikt z was nie lubi swojej arytmii. Na szczęście nie tylko wyzwalamy, ale i przerywamy, zatem epizody są krótkie i mniej dokuczliwe. Następnie jedna z wprowadzonych elektrod namierza się miejsce odpowiedzialne za atytmię i za pomoca ciepła (ablacja RF) lub mrożenia (tzw.krioablacja) niszczy je punktowo. Potem weryfikuje sie skutecznośc postępowania (póbuje wyzwolić arytmię jak przed ablacją). potem usuwa sie wszystko, zakłada opatrunek uciskowy z którym pacjent musi kilka-kilkanaście godzin poleżeć (tego etapu pacjenci najbardziej nie lubią). Skutecznośc zabiegu zależy od rodzaju i lokalizacji podłoża arytmii i nie da się uogólniać. Powikłania też mają różne ryzyko (zwykle niewielkie, zawsze mniejsze niż niesie choroba). na te pytania trzeba odpowiadac indywidualnie. Generalnie zabieg należy do stosunkowo bezpiecznych i ma wysoką skuteczność (trwałą). Większość pacjentów po zabiegu mówi "jaki byłem głupi, że się bałem". Najczęściej pozwala odstawić leki antyarytmiczne i wrócić do normalnego zycia. W standardach medycznych wypiera leki, które w wielu wypadkach sa znacznie bardziej niebezpieczne.
W przypadku wątpliwości czy zindywidualizowanych problemów proszę o pytania - po to jest to forum
EK


